Recenzje Krzysiek Kalwasiński
09.08.2017
Recenzja: Hellblade: Senua's Sacrifice (PS4)
Hellblade: Senua's Sacrifice w bazie gier
8.5
/10
Ocena
Recenzja: Hellblade: Senua's Sacrifice (PS4)

Hellblade to gra nietypowa, ale nie decyduje o tym mechanika. To, co stanowi o jej wyjątkowości, to przede wszystkim chora psychicznie bohaterka oraz mocny klimat czerpiący garściami z nordyckiej i celtyckiej mitologii. Jak to wszystko sprawdza się w praktyce?

Hellblade zabiera nas w mroczny świat widziany oczami tytułowej Senua'y, celtyckiej wojowniczki cierpiącej na ciężką psychozę, która nasiliła się przez traumę. Celem protagonistki jest uratowanie duszy zmarłego ukochanego. Wyrusza więc do samego Helu, aby tam móc zapewnić jemu spokój. Więcej nie chcę Wam zdradzać, bo fabuła to jedna z najlepszych cech omawianej gry. Warto tu zaznaczyć, że zgrabnie łączy w sobie wiele elementów zarówno celtyckiej, jak i nordyckiej mitologii – to coś znacznie więcej niż celtycka wojowniczka w nordyckim uniwersum, ale pisanie o tym wiążę z ujawnianiem treści fabularnej. Przekłada się to jednak na wyjątkowy klimat i stylistykę, zwłaszcza jeśli dodamy do tego psychozę bohaterki – halucynacje, postrzeganie świata inaczej niż wszyscy. Fabułę poznajemy poprzez wsłuchiwanie się w głosy wymawiane przez persony zamieszkujące umysł bohaterki i badanie otoczenia. Są też scenki przerywnikowe, ale te stanowią mniejszość – stoją jednak na bardzo wysokim poziomie, jeśli chodzi o wykonanie i treść. Jak można się spodziewać, całość jest mocno zagmatwana, a samo zakończenie pozostawia sporo pytań. W tym przypadku to jednak zalety.

Tak jak wspominałem na wstępie, jedną z najmocniejszych cech Hellblade: Senua’s Sacrifice jest tytułowa bohaterka. Już sam jej charakterystyczny wygląd sprawia, zwłaszcza jeśli chodzi o twarz, że historia staje się ciekawsza, a nas samych wpędza w uczucie odrealnienia. Postać niemal bez przerwy ma zagubiony i przestraszony wyraz twarzy, szeroko otwarte, puste oczy – uderza to szczególnie, kiedy jej twarz prezentowana jest z bliska w akompaniamencie niepokojącej muzyki i wszechobecnych szeptów. Nie brakuje tutaj też mocnych scen z histerycznymi, pełnymi bólu wrzaskami oraz mrokiem i zgnilizną w tle. Aktorka odgrywająca Senuę odwaliła kawał świetnej roboty i stworzyła bardzo autentyczną postać. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak poważnie potraktowano temat problemów psychicznych. Twórcy skonsultowali się nie tylko ze specjalistami badającymi zjawisko, ale również z osobami dotkniętymi podobnymi schorzeniami. Ich ambicją było otworzenie oczu „normalnym” ludziom na to, jak osoba cierpiąca na psychozę może postrzegać świat. Co prawda autentyczności nie mogę potwierdzić, ale efekt ich pracy wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a jestem osobą, która bardzo lubi podobne tematy. W tym miejscu wspomnę, że w menu głównym dostępny jest film dokumentalny pokazujący proces powstawania produkcji, ale ze względu na poruszane tam kwestie, lepiej obejrzeć go po poznaniu całej fabuły. Niemniej, osoby które się tam wypowiadają, potwierdzają, że Ninja Theory bardzo umiejętnie poruszyło temat, a jak wiadomo – łatwo tutaj o powierzchowność czy przekroczenie granic.

Jeśli chodzi o rozgrywkę Hellblade, to bardzo łatwo spotkać się z określeniami typu „samograj” czy symulator chodzenia. Nie zgodzę się z tymi zarzutami, tym bardziej w dobie dzisiejszych gier, kiedy od gracza w tej strefie wymaga się niewiele (poza wyjątkami). Prawdą jest, że chodzi się tutaj sporo – w tym czasie poznajemy kolejne szczegóły o świecie czy przeszłości bohaterki – ale interakcji nie brakuje. Nie są one co prawda wymagające ani zróżnicowane, ale na tyle dobrze skonstruowane, że ani przez chwilę nie poczułem się znudzony. Mamy tu do czynienia z podziałem na eksplorację i walkę. Świat gry w swojej konstrukcji nie jest otwarty, ale to żadna niespodzianka. Gra jest liniowa i bardziej rozległych lokacji jest zaledwie kilka. Czy to wada? Nie dla mnie. Osobiście czuję przesyt grami z otwartym światem, tym bardziej że często nie są one odpowiednio wypełnione. Poza tym czasem ma się przecież ochotę na coś bardziej liniowego i przyjemniejszego. Wracając jednak do samej konstrukcji gry – przemierzamy korytarzowe (ale piękne) lokacje, odsłuchujemy wypowiadane kwestie i okazyjnie trafiamy na glify pełniące funkcję znajdziek, które raczą nam opowieściami zaczerpniętymi z nordyckiej mitologii. Sam niczego nowego się nie dowiedziałem, ale lepsze to niż zbieranie nic niedających piórek.

Hellblade może się też pochwalić ciekawymi, ale prostymi zagadkami. Co jakiś czas trafimy na zamkniętą bramę z wyrytymi symbolami. Naszym zadaniem jest skupienie się na nich, zapamiętanie, a następnie odnalezienie tego samego kształtu w otoczeniu. Mogą to być gałęzie, padający cień czy dwa całkiem odrębne elementy tworzące dany kształt. Musimy więc znaleźć odpowiednie miejsce i spojrzeć w konkretny sposób. Nie ma tu wielkiej filozofii, zwłaszcza że, kiedy zbliżamy się do celu, ekran zalewają wskazówki w postaci pomnożonego symbolu szukanej runy. Czasem zmuszeni będziemy naprawić dany element otoczenia – zawalony most czy schody. Działa to na tej samej zasadzie, co w przypadku run, z tą różnicą, że podpowiedzią jest wibrujący pad, jeśli znajdziemy się w prawidłowym miejscu. Jedne zagadki są proste, inne nieco mniej, a w przypadku niektórych trochę się nabiegamy. Mimo ich łatwego charakteru, należycie uzupełniają rozgrywkę, która bez tego mogłaby cierpieć na poważne braki.

System walki to element, który przed premierą Hellblade: Senua’s Sacrifice martwił mnie najbardziej. Wciąż pozostaje mało imponujący, ale dzięki swojej prostocie jest wręcz odprężający i odpowiednio widowiskowy. Choć nie od początku, bo gra nie wyjaśnia wszystkich kwestii. Przez pierwsze kilka starć, gdy Senua padała na ziemię, uznawałem to za koniec walki. Okazuje się, że jeśli bohaterka leży i ciężko dyszy, może jeszcze wstać. Podobnie rzecz się ma z używaniem skupienia podczas walki. Jeśli sprawnie wykonujemy uniki i zadajemy skuteczne ciosy, napełnia się nam magiczne lustro – po napełnieniu możemy skorzystać z jego mocy i przez krótki czas znacznie spowolnić przeciwników. Po ogarnięciu tych dwóch elementów, walka staje się niemal dziecinnie prosta. Mimo wszystko ma swoje problemy. Jednym z nich jest automatyczne namierzanie przeciwników – jeśli walczymy z jednym, a z tyłu zaatakuje nas drugi, kamera automatycznie namierzy nam tego drugiego. Często mnie to denerwowało, ale na normalnym poziomie trudności nie sprawiało większych problemów. Ten można zmienić w każdym momencie na jeden z czterech (łatwy, normalny, trudny i automatyczny, który dopasowuje się do umiejętności gracza). W trakcie przygody pokonamy też kilku bossów, ale oni również nie sprawiają większych problemów, choć zdarzało się, że do jednego starcia podchodziłem kilka razy.

Warto w tym miejscu wspomnieć o ciekawym rozwiązaniu, jakie zastosowali twórcy Hellblade: Senua’s Sacrifice. Ostrzegam jednak przez spoilerami osoby, które dopiero zaczęły grać lub dopiero zamierzają, a chcą czerpać z gry jak najwięcej. Mowa o ostrzeżeniu o traceniu postępów, jakim gra raczy nas po pierwszej walce. Pojawia się komunikat, że jeśli będziemy umierać zbyt często, zgnilizna trawiąca protagonistkę będzie się poszerzać, aż dotrze do jej głowy i pochłonie umysł – dla nas ma to oznaczać przymus rozpoczęcia przygody od nowa. Sprawdziłem, czy faktycznie można stracić zapis. Najpierw próbowałem ponieść ostateczną porażkę w jednej walce, ale po kilku próbach zgnilizna przestała się powiększać. Zrezygnowałem po kilkunastu i stwierdziłem, że powtórzę eksperyment na przestrzeni całej przygody. Efekt był niestety ten sam. Może nie do końca jest to zła wiadomość, bo zabieg ten wciąż pozostaje ciekawy. Jednak niektórych na pewno zawiedzie, zwłaszcza poszukujących wyzwania.

Pozostaje jeszcze kwestia oprawy audiowizualnej Hellblade: Senua’s Sacrifice. Jeszcze przed premierą było widać, że stać będzie na wysokim poziomie. Do czasu premiery nic się nie zmieniło i grafika wciąż prezentuje się wyśmienicie. Zarówno otoczenie, jak i model postaci wygląda naprawdę przepięknie i szczegółowo. Tym bardziej cieszy bogaty w opcje tryb fotograficzny na wzór tego, który mieliśmy w Uncharted 4. Są jednak małe zgrzyty. W niektórych scenkach fabularnych zestawiono wizerunek rzeczywistych aktorów z modelem Senuy wygenerowanym komputerowo. Widoczny wtedy jest kontrast, ale nie to jest problemem. Wątpię, aby był to efekt zamierzony, ale widać, że ich głosy nie są do końca zsynchronizowane z ruchami ust. Czasem zdarzało się też, że animacja takiego aktora nie była płynna. Niestety psuło to trochę finalne wrażenie. W kilku momentach zdarzyły się małe spadki animacji, ale na tę około 10-godzinną przygodę jest tego naprawdę niewiele. Przy okazji zaznaczam, że grałem na zwykłej wersji PS4. Muzyka i udźwiękowienie to prawdziwe mistrzostwo, zwłaszcza jeśli gramy na dobrych słuchawkach. Głosy pojawiające się w głowie bohaterki słychać z różnych kierunków i z różnym natężeniem. Podobnie sprawa ma się z dźwiękami otoczenia i innymi, z nieco bardziej zagadkowego źródła. Świetnie buduje to mocny, niepokojący klimat. Muzyka potrafi w jednej chwili zjeżyć nam włosy, a w innym złapać za serce i mocno wpłynąć na emocje.

Zastanawiacie się, czy warto kupić Hellblade: Senua’s Sacrifice? Zdecydowanie tak, bo to piękna i udana gra niezależna. W żadnym wypadku nie jest samograjem i oferuje blisko 10 godzin świetnej, klimatycznej zabawy. Cieszy wyjątkowa tematyka psychozy, która nie została potraktowana po macoszemu, i przekonująca bohaterka. Walka co prawda nie zadowoli każdego, podobnie jak zagadki, ale wszystkie elementy rozgrywki są odpowiednio wyważone, więc nie ma mowy o nudzie. Jeśli przede wszystkim cenicie sobie fabułę i klimat, to pewnie nawet nie muszę Was zachęcać i już zaczęliście grać. Gra dostępna jest w polskiej wersji językowej, ale niestety czasem napisy nie pojawiały się pod danymi kwestiami, więc nieraz trzeba się wsłuchać i starać samodzielnie wyłapać znaczenie danego zdania.

Hellblade: Senua's Sacrifice
Nasza ocena: 8.5/10
Hellblade: Senua’s Sacrifice to prawdziwa perełka i przykład na to, jak powinno się tworzyć gry niezależne. Piękna grafika, intrygujący klimat i przekonująca postać główna. Do tego mamy jeszcze poważnie poruszony temat choroby psychicznej, czyli złamanie tabu. Pozycja obowiązkowa.
  • Plusy
  • Genialny klimat i atmosfera
  • Piękna grafika i stylistyka
  • Przekonująca, świetnie wykreowana postać Senuy
  • Ścieżka dźwiękowa i udźwiękowienie
  • Minusy
  • Drobne zgrzyty techniczne
  • Nie stanowi wyzwania
  • Niewielki problem z polską wersją
hellblade: senua's sacrifice ninja theory playstation 4 recenzja