Publicystyka Tomek Alicki
05.02.2018
Recenzja: The Cloverfield Paradox
4.0
/10
Ocena
Recenzja: The Cloverfield Paradox

Najpierw był Projekt: Monster Matta Reevesa w 2008 roku, a 8 lat później Cloverfield Lane 10 z Johnem Goodmanem i Mary Elizabeth Winstead. Żaden z nich nie podbił serc krytyków ani widzów, a mimo to Netflix zdecydowało się skorzystać z wyrobionej marki i zrobić kolejny film.

Największa platforma streamingowa na świecie bije kolejne rekordy, ale tym razem nie jest to nic, czego mogliśmy się spodziewać. Netflix jest bowiem pierwszą firmą, która puszcza reklamy w trakcie Super Bowl, by poinformować o filmie dostępnym zaraz po trwającym meczu. Pojawił się krótki zwiastun, a potem informacja, że The Cloverfield Paradox można oglądać na ich platformie od zaraz. Po emisji reklamy można było już tylko patrzeć, jak Internet wybucha. Akcja marketingowa jest tym samym jednym z nielicznych pozytywnych aspektów filmu Juliusa Onaha.

The Cloverfield Paradox #1

The Cloverfield Paradox, dumnie honorując zasadę poprzedniczek, nie ma praktycznie żadnego związku z produkcjami Reevesa i Trachtenberga. Ot, świat jest w dosyć słabej sytuacji. Brakuje energii, ludzie stoją w długich kolejkach po benzynę, a kwestia jedzenia również nie wygląda dla mieszkańców Ziemi zbyt kolorowo. Ostatnią nadzieją ludzkości, o czym wie jedynie jej życiowy partner, jest Hamilton (Gugu Mbatha-Raw). Bohaterka decyduje się dołączyć do wielokulturowej ekspedycji w kosmosie w poszukiwaniu rozwiązania problemu z energią.

Jak to zwykle bywa, pojawiają się typowe dla filmów science-fiction kłopoty. Obserwujemy więc efekty uboczne misji, która początkowo wyglądała na dosyć udaną. Uśmiechy większości bohaterów znikają z ich ust po kilku sekundach, a po serii absurdalnych wydarzeń zaczynają ginąć ludzie. Nic więcej raczej nie musicie wiedzieć. Reszta filmu to ciągnięta w nieskończoność intryga oparta na dziurawym scenariuszu i bezpłciowych postaciach.

The Cloverfield Paradox #2

Oba te argumenty są tym, co sprawiło, że The Cloverfield Paradox jest głupie, męczące i ostatecznie – wybitnie nudne. Przede wszystkim, kosmiczna ekspedycja. Aż osiem osób zostało wyznaczonych do misji ratowania świata. Tylko Hamilton dostała jakiekolwiek tło, swoją historię, która zachęciłaby nas do utożsamiania się z nią. Reszta po prostu przedstawiła się i chodzi po ekranie – może oprócz Chrisa O’Dowda paradującego po planie z wielką naklejką „IT Crowd” na czole, wtrącając w każdą możliwą lukę jakiś dowcip.

W pierwszych fragmentach filmu wypowiedzi Ziyi Zhang zostały w napisach opatrzone komentarzem „[mówi po mandaryńsku]”. Szkoda jednak czepiać się takich detali, kiedy scenariusz konsekwentnie ignoruje każdego z bohaterów. Nie wiemy o nich dosłownie nic. Między innymi przez to, kiedy dochodzi do tych dramatycznych scen, widzom pozostaje jedynie wzruszyć ramionami i pójść po kolejną herbatę do kuchni. Jak mamy dbać o postacie, które ledwo zdążyły nam się przedstawić?

The Cloverfield Paradox #3

Scenariusz to w rezultacie najgorszy aspekt The Cloverfield Paradox. Obok marnych postaci dziwią też niektóre rozwiązania reżysera. Pojawia się w filmie kilka fragmentów, które bardziej sprawiają wrażenie próby parodii jakiegoś taniego horroru, a nie wzbudzenia strachu. Początkowe sceny decydujące o charakterze całej produkcji raczej bawią niż tłumaczą realne zagrożenie, w jakim znajdują się bohaterowie.

Znośnym The Cloverfield Paradox czyni warstwa audiowizualna. Film wygląda naprawdę nieźle, chociaż wyłącznie ze względu na zdjęcia. Muzyka dawałaby radę, gdyby współpracowała z nią reszta produkcji. Sama reżyseria również w niczym nie pomaga. Cały film jest zbyt… ładny. Nie wiadomo do końca, z czego to wynika, ale brakuje odrobiny krwi w czymś, co z początku przypomina nieudanego Aliena. Najpierw bohaterowie znajdują zakrwawioną kobietę na pokładzie swojego statku, by chwilę później odcięta ręka wyglądała niczym z bajki dla dzieci.

The Cloverfield Paradox #4

Sporo nieudanych decyzji w tych wszystkich przygodach Netfliksa z branżą filmową. Nikt chyba nie spodziewałby się jednak wiele dobrego po trzeciej odsłonie „serii” Cloverfield, gdyby podczas Super Bowl została jedynie zapowiedziana. Może więc dobrze, że mamy to już za sobą. Popatrzyliśmy sobie na atrakcyjną główną bohaterkę, pośmialiśmy z głupot i luk w scenariuszu, a teraz można przejść do jakiegoś porządnego serialu.

Ocena: 4/10

recenzja recenzja filmowa The Cloverfield Paradox