Publicystyka Sebastian Kasparek
05.02.2018
Yakuza 6 - prawdziwa rewolucja w serii? Tak, ale...
Yakuza 6: The Song of Life w bazie gier
Yakuza 6 - prawdziwa rewolucja w serii? Tak, ale...

Korzystając z zaproszenia Cenegi, udałem się do Warszawy, gdzie odbył się przedpremierowy pokaz Yakuzy 6. Na miejscu nie tylko przywitał mnie tematyczny catering, ale i wielki baner z gry z hasłem "Ile jesteś w stanie zrobić dla rodziny?". Przez kilka godzin zdążyłem zapoznać się z niewielkim fragmentem opowieści i zmianami w rozgrywce. Jest bardzo dobrze, ale nie tak różowo, jak sądziłem.

Yakuza 6 reklamowane jest jako nowa i niespotykana do tej pory jakość w serii. Cykl w końcu przeskoczył na obecną generację konsol, gdzie został opracowany na zupełnie świeżej technologii – Dragon Engine. Twórcy mówią otwarcie, że ich silnik został przygotowany w taki sposób, że jego potencjał ujrzymy dopiero w drugiej lub nawet trzeciej odsłonie. Przypominam o tym, bo zdążyłem już zauważyć, co kryje się za tymi słowami. Czeka nas nie tylko multum usprawnień, ale i sporo elementów, na które będziemy narzekać, że wymagają dopracowania.

Yakuza 6 Playtest #1

To, co od razu odczujemy, to fizyka. Tak, Yakuza w końcu posiada pełnoprawną fizykę! Aż trudno w to uwierzyć, ale do tej pory seria obyła się bez niej. Teraz świat nie jest już tylko statycznym elementem. Czujemy autentyczny ciężar naszego bohatera, a u postaci widać wyraźne zastosowanie ragdolla. Początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do tej zmiany, bo czuć ją od razu w mechanice. Wbiegając na ścianę, bohater zatrzyma się i odbije od niej rękoma. Podczas walki również czujemy wpływ fizyki na jej przebieg. Kiryu w trakcie zmiany kierunku atakowania naturalnie przekręca ciało i płynniej przechodzi do kolejnych ruchów. Przeciwnicy w realistyczny sposób upadają i lepiej reagują na nasze uderzenia... przynajmniej czasami…

… bo fizyka w Yakuzie 6 często szaleje i działa naprawdę dziwnie. Przeciwnik uderzony potężnym ciosem potrafi obrócić się pięć razy w powietrzu i odbić od ziemi jak kauczukowa piłka. Po części to efekt japońskiego przerysowania, bo przecież mówimy o grze, gdzie bohaterowie potrafią zatrzymać rozpędzone auto gołymi rękoma. Czasem po otrzymaniu obrażeń traciłem panowanie nad postacią, gdy ta osuwała się dziwnie na ziemię. Wchodząc na krzesła w restauracji, te zaczynają się przesuwać, a po chwili... rozpadają na kawałki. Takich niecodziennych interakcji i błędów jest znacznie więcej. Otrzymaliśmy dużo więcej reakcji na nasze poczynania, ale w wielu przypadkach nie jest to dopracowane.

Mimo wszystko podoba mi się ta zmiana i bardzo odświeża obcowanie z grą. Wymaga jednak znacznej liczby poprawek. Drugą największą nowością jest swoboda na niespotykaną dotąd skalę i rezygnacja z wielu irytujących archaizmów. Pożegnajcie się z wszechobecnymi ekranami wczytywania. Tych w Yakuza 6 praktycznie nie ma i spisuje się to przepięknie! Wejście do sklepu, skorzystanie z windy czy przejście do walki – wszystko dzieje się natychmiastowo i bez żadnych dotychczasowych przestojów. Robi to wielkie wrażenie, sprawiając, że rozgrywka jest dużo bardziej uwspółcześniona oraz przyjemniejsza.

Wizualnie jest ładniej niż do tej pory, ale nadal widać pewne umowności wynikające z budżetowych rozwiązań. Mocno rażą poszarpane krawędzie – nawet na PS4 Pro. Na ulicach znowu spotkamy masę klonów, a pokonani wrogowie znikają niemal natychmiastowo. Oszczędne animacje w trakcie rozmów i prosta mimika twarzy też nie robi dobrego wrażenia. Cieszy za to pełne udźwiękowienie dialogów, nawet w przypadku mało istotnych rozmów z zadań pobocznych. Na tle serii widać wielki krok naprzód, ale do czołówki gier nadal wiele brakuje.

Najważniejsze zmiany w rozgrywce mamy za sobą. Pora przejść do fabuły, a ta jak zwykle zapowiada się na trzymającą w napięciu intrygę. Od wydarzeń z Yakuzy 5 minęły cztery lata. Kiryu trafił do więzienia za wtargnięcie i zniszczenie prywatnego mienia. Przyjął karę z pokorą, aby po trzech latach móc wyjść z uniesioną głową i prowadzić spokojne życie ze swoją rodziną. Los jak zwykle ma jednak inne plany. Pod jego nieobecność Haruka przechodzi wewnętrzny konflikt. Narastające plotki o jej powiązaniu z Yakuzą sprawiają, że dziewczyna opuszcza sierociniec i znika, aby nie obarczać bliskich ciężarem krytycznego społeczeństwa.

W tym samym czasie wybucha pożar w Kamurocho. Spaleniu ulega cała dzielnica Little Asia, czyli terytorium chińskiej mniejszości narodowej. Winą obarcza się klan Tojo, co doprowadza do niesamowicie brutalnej wojny między członkami triady a Yakuzą. Nasz bohater zostaje w to wplątany, gdy po wyjściu z więzienia poszukuje Haruki, aby sprowadzić ją do domu. Nie zamierzam jednak przygotowywać streszczenia. Początek historii jest bardzo ciekawy i nie brakuje w nim szybkiego przypomnienia wydarzeń ostatniej odsłony oraz najważniejszych bohaterów. Szykuje się emocjonalna i wielowątkowa wyprawa pełna osobistych dramatów i sensacyjnych motywów politycznych przestępczego półświatka Japonii.

Yakuza 6 robi bardzo pozytywne wrażenie, ale widać, że twórcy nie byli w stanie do końca okiełznać nowego silnika graficznego. Jestem jednak pewien, że fani, do których sam zresztą należę, przymkną oko na techniczne niedoróbki i będą zachwyceni odświeżoną rozgrywką. Pozostaje nam trzymać kciuki, aby dopisała fabuła, a być może otrzymamy najlepszą odsłonę serii. Osobiście nie mogę się doczekać pełnej wersji, by na spokojnie do niej usiąść i poznać ostatni rozdział z życia głównego bohatera.

playstation 4 playtest sega Yakuza 6: The Song of Life