Publicystyka Paweł Musiolik
04.02.2018
Bitcoin i kryptowaluty w służbie konsol
Bitcoin i kryptowaluty w służbie konsol

Bitcoin, Ethereum i inne kryptowaluty zrobiły ostatnio dużo więcej dobrego w temacie popularyzacji konsol niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. W jaki sposób? Zabijając segment kart graficznych dla entuzjastów grania na PC.

Kryptowalutowy boom z końcówki zeszłego roku się uspokoił. Niektórzy mówią o konkretnym załamaniu rynku, co nie powinno dziwić gdy popatrzy się na spadki, jakie zanotowała każda kryptowaluta w ciągu ostatniego miesiąca. Jednak sama wycena i słuszność (lub jej brak) inwestowania w ten rynek to zupełnie inny temat, którego nie mam zamiaru poruszać.

Kryptowaluty jak nic innego przysłużyły się konsolowemu rynkowi, niezależnie czy patrzymy na PlayStation, Xboksa czy Nintendo Switch. W jaki sposób? Zabijając praktycznie średni (i wyżej) segment kart graficznych, windując ich ceny do niebotycznych poziomów, ograniczając dostępność do absolutnego minimum. A i ich zerowa od dwóch miesięcy obecność w sklepach nie jest niczym nowym. Seria GTX 1060 od nVidii podrożała kilkaset złotych, GTX 1070, które uważane jest za najlepszy wybór dla osób chcących z gier wycisnąć jak najwięcej umiarkowanym kosztem, podrożała kilkadziesiąt procent i ceny zaczynają się od 2900 złotych, do nawet 4000 zależnie od modelu. O serii 1080 wzwyż już nawet nie mówię, podobnie jak o kartach Radeon, których dostępność w sklepie jest niczym opowieści o Wielkiej Stopie.

Tak prezentują się ceny serii GTX 1070 w jednym ze sklepów. W innych jest podobnie.

Szał na kryptowaluty spowodował, że złożenie PC-ta od kilku miesięcy był nieopłacalny, a aktualnie taki ruch podyktowany może być tylko szaleństwem albo desperacją. Złożenie PC-ta "do grania" kosztuje teraz grubo ponad 4 tysiące złotych jeśli policzymy tylko koszty podzespołów. Nikogo więc nie powinno dziwić, że osoby, którym zależy na grach coraz częściej spoglądają w kierunku konsol, które oferują podobne wrażenia graficzne, za połowę ceny jednego podzespołu PC-ta. I nawet jeśli policzymy tutaj PS4 Pro czy Xboksa One X, to konsole nadal są aktualnie najlepszym wyborem dla osób, które po prostu chcą sobie pograć, niekoniecznie wydając kilka tysięcy złotych za natywne 4K, 60 klatek na sekundę i efekty ustawione na maksimum.

Sytuacji w których zatwardziali do tej pory PC-towcy decydują się na kupno konsoli (nawet na kilka miesięcy) jest coraz więcej. Sam się z kilkoma takimi spotkałem (tak, wiem, dowód anegdotyczny), ale postanowiłem też poszperać na zagranicznych stronach i forach by sprawdzić, czy na podobny ruch decydują się gracze spoza Polski. I jest podobnie, a nawet na większą skalę. Sony, Microsoft i Nintendo mogą więc dziękować kryptowalutom, które skutecznie zdusiły rynek PC-towych gier.

Ethereum mimo że na spadkach, to i tak osoby, które zainwestowały jesienią 2017 są do przodu.

Oczywiście za kilka, może kilkanaście miesięcy szał się uspokoi. Ceny po tym czasie wrócą do normy (choć po ostatnim boomie na kopanie kryptowalut, ostatecznie ceny w sklepach pozostawały na wyższym pułapie), ale wtedy rynek PC-towy dotknięty zostanie kolejnym problemem - zalew zużytych często do granic wytrzymałości, kart graficznych. Stracą tu zarówno producenci, jak i gracze, którzy chcąc kupić GPU, będą czuli się jak na polu minowym, lawirując wśród okazji licząc,że karta którą kupią nie działała 24/7 przez ostatni rok. A wtedy znowu ci, którzy zwątpią, mogą pokierować swoje kroki w kierunku konsol. A na nich jest w czym wybierać. Nie dość, że kupno konsolowej gry nie jest już tak drogie jak kiedyś (sporo promocji w cyfrowej dystrybucji, rynek gier używanych, który na PC nie istnieje), to jeszcze oferta gier na wyłączność (na PS4 i Nintendo Switch) jest wyjątkowo atrakcyjna. Nawet jeśli ktoś szuka doznań wizualnych wśród gier na wyłączność, to wystarczy Horizon Zero Dawn odpalony na PS4 Pro.

bitcoin kryptowaluty playstation 4