Publicystyka Kacper Mądry
30.12.2017
Animal Crossing: Pocket Camp - recenzja gry
Animal Crossing: Pocket Camp w bazie gier
Animal Crossing: Pocket Camp - recenzja gry

Animal Crossing zawitało na smartfony! Mobilna wersja pozwala nam tworzyć własne obozowiska, do których zaprosimy naszych znajomych. Szkielet gry wydał mi się interesujący, więc – pobrałem.

Animal Crossing: Pocket Camp zachwyci osoby, które uwielbiają w grach coś skrupulatnie rozwijać i sam postęp sprawia im masę zabawy. Jeśli jednak jesteście typem gracza, dla którego rozbudowa swojego miasta czy postaci powinna być jednym z wielu elementów gry, to szybko zaczniecie się tutaj nudzić. W tym miejscu ciężko jest powiedzieć, czy twórcy obrali zły kierunek przy projektowaniu swojej gry. Mówimy tutaj wszakże o wersji mobilnej, którą będziemy odpalali w krótkich sesjach, aby trochę poklikać i wrócić do rzeczywistości. Z tym, że tak jak przy mobilnym Śródziemiu narzekałem na zbyt przytłaczającą i wręcz zbędną liczbę aktywności pobocznych, tak tutaj jest tego po prostu za mało! Po stworzeniu postaci, przeszedłem prosty samouczek i, ku mojemu zdziwieniu, od tej pory powtarzałem w kółko te same czynności. Nawet kiedy był szał na Pou i opiekowałem się małym stworkiem, miałem co robić w minigierkach, po tym jak go nakarmiłem, umyłem i ubrałem… ekhm, dobra, wróćmy do Animal Crossing.

Animal Crossing: Pocket Camp #1

Gdy już wybrałem twarz lenny face dla mojej postaci i skonfigurowałem jej kampera, mogłem oddać się poznawaniu przyjaciół. Bo na tym właśnie z grubsza polega Animal Crossing. W grze znajdziemy pełno zwierzątek, które z chęcią będą nas odwiedzać. Poza tym możemy do gry zaprosić znajomych, z którymi wspólnie będziemy siedzieli i… no, w sumie to tyle. Aby jednak ściągnąć zwierzęcych przyjaciół do naszego obozu, musimy ich lepiej poznać poprzez rozmowy oraz przynoszenie im prezentów. Tymi najczęściej są owoce, które zbierzemy z drzew, ryby łowione w banalnej minigierce (zastanawiam się, czy w ogóle można to nazwać minigierką, skoro wciskamy jeden przycisk) lub np. robaki, które złapiemy na drzewach w rejonie tropikalnym. Przedmiotami wymieniamy się z naszymi nowymi znajomymi, a oni obdarowują nas surowcami potrzebnymi do rozbudowy własnego obozu czy tworzenia mebli. Hej, a może ja już zbudowałem swój wymarzony obóz… Nie ma tak łatwo! Poznane zwierzęta nie odwiedzą nas, jeśli nie posiadamy takich przedmiotów, jakie ONE chcą, aby się u nas znalazły. Wydajemy więc nazbierane materiały, aby zadowolić naszego „przyjaciela” i gdy w końcu postawimy to, czego on sobie zażyczy, łaskawie przyjdzie i da nam to kolejne punkty doświadczenia. Co dalej? Powtórz całą czynność od początku z innym stworzeniem…

Animal Crossing: Pocket Camp #2

Gdy po raz szósty robiłem wszystko od nowa, co oczywiście trwa coraz dłużej, czułem, że po prostu głupieje. Jeśli kogoś to kręci, to super. Ale jak dla mnie gra w tym momencie staje się potwornie nudna. Co mi z tego, że mogę konfigurować sobie wystrój obozu, skoro i tak muszę cały zapas przedmiotów wydać na meble dla kota, który nie raczy przyjść, jeśli nie postawię mu kuwety… znaczy się grilla. Co mi po nowym malowaniu kampera czy modyfikacji jego wnętrza, skoro nie mogę tam nic robić, oprócz oglądania prostych animacji. Idź do nowego rejonu, poznaj słonia, pogadaj, daj przedmioty, kup rzeczy, które on chce znaleźć na twoim obozie, i zaproś go. Brawo, właśnie otrzymałeś nowy poziom. A teraz wracaj, bo tygrys czeka.

Dobrze, że gra hojnie nagradza nas za każdą czynność i nie czułem, abym musiał kiedykolwiek skorzystać z mikropłatności. Co prawda zdobycie niektórych przedmiotów na zbudowanie np. namiotu (który notabene definiuje to, jak wygląda nasza najbliższa okolica) zajmie nam trochę dłużej, ale nigdy nie jest to przesadnie rozwleczone w czasie. Każdego dnia za zalogowanie się otrzymujemy bonusy, a do tego dochodzą codzienne czynności, za co gra nagradza nas surowcami. Pytanie jednak, na co mi te wszystkie przedmioty, skoro czuję, że ten tytuł jest raczej aplikacją zabierającą nam czas, a jednocześnie nie daje żadnej rozgrywki. Brak tu jakiś aktywności pobocznych, w których moglibyśmy zabrać naszych przyjaciół i zagrać w minigrę. Nie rozumiem również wzdychania do tego „jak słodkie” są zwierzątka. To ma mnie utrzymać przy tej produkcji?

Animal Crossing: Pocket Camp #3

Animal Crossing: Pocket Camp dopiero co miało swoją premierę, a smartfonowe gry słyną z tego, że po roku potrafią zupełnie nie przypominać swoich oryginalnych wersji. Może jest więcej nadzieja na to, że w przyszłości doczekamy się większej (jakiejkolwiek?!) liczby aktywności pobocznych. Aktualnie dodano tryb foto i opcję dzielenia się naszymi zdjęciami ze społecznościami. Oby w przyszłości rozwinięto Animal Crossing o coś więcej, bo na ten moment tytuł jest o robieniu w kółko tego samego. Produkcja w wersji na konsole Nintendo oferuje więcej możliwości zabawy, zbliżając się do doświadczenia, które dzisiaj daje Stardew Valley. Wtedy granie w Animal Crossing będzie wiązało się z czymś więcej niż prostym stukaniem w ekran, powtarzając ten sam schemat. Jedyne urozmaicenia, jakie na ten moment serwują nam twórcy, to ograniczone czasowo wydarzenia, podczas których zbieramy unikalne przedmioty, za które uzyskujemy nowe meble. Mnie to nie zachęca do dalszej gry, ale zamierzam śledzić rozwój tej produkcji i wrócić na dłużej, gdy tylko… będę miał co tutaj robić.

Plusy:

  • Mnogość przedmiotów dekoracyjnych
  • Nie wyciąga od nas pieniędzy

Minusy:

  • Brak aktywności pobocznych
  • Zmusza do wykonywania czynności, których nie chcemy
  • Powtarzalność
Animal Crossing: Pocket Camp nintendo recenzja