MOJE GRANIE sprinter313
19.12.2017, 22:46
METAL GEAR SOLID V THE PHANTOM PAIN
METAL GEAR SOLID V THE PHANTOM PAIN
Zapraszam na relację z moich podbojów w tej grze. Uprzedzam na samym początku, iż w notkach na temat tej gry mogą zdarzyć się spojlery.

Nigdy nie byłem fanem MGS, ani pana Kojimi jednym z powodów tego może być fakt, że ja nie lubię się skradać wolę wchodzić razem z drzwiami, a zostawienie kogoś żywego z wrogich jednostek na mapie traktuje jako grzech ciężki (o ile wrogów nie jest nie skończona ilość) taką mam filozofię grania. Jeśli jakimś cudem trafi tu fanatyk mgs-a proszę o nie wydawanie na mnie wyroku śmierci, ponieważ wedle takiego myślenia mogę dokonać profanacji tej produkcji, bo skradanie nie będzie tematem przewodnim w mojej przygodzie z BIG BOSSEM.

No to lecimy od początku, kiedyś grałem w to duże "demo" ground zero chyba się to zwie i powiem szczerze spodobało mi się, dawno nie grałem w nic takiego na konsoli. Powiem więcej moje wspomnienia powędrowały do gry "Project I.G.I" dinozaury takie jak ja mogę kojarzyć ten tytuł.Wspomnienia odżyły, bawiłem się świetnie i postanowiłem rozwalić wszystko w tej bazie, a było tam tego sporo wliczając w to pojazdy opancerzone. A ostatnio plusik nasz rozpieszcza i dostałem pełną wersją części piątej. Z bardzo pozytywnym nastawieniem odpaliłem prolog no i byłem niezadowolony. Ja rozumiem, że Pan Kojima tworzy swoje wizje, ale po pierwsze odpaliłem grę, a nie film. Przerywników filmowych (a dopiero zacząłem) w tej grze jest więcej niż gry!! Na szczęście można je wyłączyć. Po drugie według mnie prolog można było zmienić w intro początkowe, przechodzenie go było męczące, a nie przyjemne, a chyba po to gramy, aby było fajnie. Po trzecie czemu te historię są tak zakręcone, nie mają jednego dna a 10. Grając w tą grę doszedłem do wniosku, iż autor siedział sobie i myślał co by tu jeszcze wymyśleć, zakręcić zrobić tak aby nikt po za mną nie widział o co mi chodzi. Szczerze kojarzy mi się to ze szkołą średnią i z odwiecznym pytaniem polonistki "CO POETA MIAŁ NA MYŚLI", tak naprawdę tylko poeta wie co miał na myśli, a reszta to interpretacja czytającego. I tak będzie z moją przygodę, to będzie moja interpretacja wizji HIDEO KOJIMI.

Misja pierwsza, nie za bardzo wiedziałem co mam robić, zostajemy wrzuceni w misję no nie bardzo wiadomo o co chodzi. Na mapie pali się punkt gdzie mamy iść. Udałem się tam, odbiłem zakładnika(słowo odbiłem jest dobre bo narobiłem strasznego rabanu) i zabiłem wszystkich. Udając się do helikoptera ten nagle zmienia miejsce ewakuacji i każe mi iść 400 m w drugą stronę. No dobra lecim i wtedy pojawiają się jakieś ufole zombi (jak doczytałem oddział SKULS) wolne ślamazary, które jak cię zobaczę, uzyskują nadprzyrodzone moce. Bardzo potężni przeciwnicy, a co jest najgorsze w 1 misji nie da się ich zabić(przynajmniej ja nie umiem) z powodu braku odpowiedniego uzbrojenia (podobne granatniki i wyrzutnie rakiet mogą pomoc) byłem zły, ponieważ tak jak pisałem na początku godzi to w mój styl gry"kill everyone". Przemknąłem się bokiem  ukończyłem misje.

Baza matka to tam trafiamy po pierwszej misji i tu miłe zaskoczenie, mamy swoją bazę, którą możemy ulepszać, rozbudowywać, rekrutować, prowadzić badania itd. Na chwilę obecną jak dla mnie jest tego za dużo i ogarniam do końca co i jak. Odkryłem, iż muszę ulepszyć cargo, bo dzięki temu będę mógł sprowadzać do bazy nowe rzeczy. Wykonałem jeszcze misję 3 i 4 .W czwartej znalazłem psa(szczeniaka), jak kojarzę to on będzie później moim kompanem. I tutaj zatrzymajmy się nad naszymi towarzyszami, od początku mamy do dyspozycji konia, a później jak pisałem będzie to pies. Fajny pomysł szczególnie, iż uwielbiam zwierzęta są duże lepsze niż ludzie bo nigdy cię nie zdradzą, a jak będzie trzeba będą cię bronić do ostatniego tchu.  Z tego co się dowiedziałem, aby rozwijać zwierzęta trzeba ich "używać" w grze. Nie wiem czy coś mi z tego wyjdzie bo raczej wszędzie chodzę pieszo i sam, choć koń świetnie transportuje ludzi których odbiliśmy, a najbardziej brakuje mi linki z just cause 3 do przemieszczania się:). W następnych misjach nauczyłem się (nie wiem jak to napisać po polsku) flutuowania czyli odsyłania ludzi, sprzętu itd do naszej bazy za pomocą baloników. Ciekawy bajer tylko szkoda, iż gra tak mocno zmusza nas do wykorzystywania tego, ponieważ bez tego nie rozwiniemy naszej bazy. Jak chcemy jak rozwijać musimy flutuować graty do naszej bazy. 

No dobra małe podsumowanie pierwszego spotkania:

Plusy

-kompani w postaci zwierząt

-możliwość korzystania z pojazdów i sprzętu przeciwnika

-własna baza do rozbudowy

-możliwość wyłączenia cutsceniki

-na rambo też można ukończyć misję

Minusy

-to nie film

-zbyt dużo kombinowania z fabułą i całą otoczką

-brak celów misji(dopiero po jej ukończeniu można grać jeszcze raz i wiemy co mamy robić)

-brak możliwości zapisania gry podczas misji (checkpoint odradza nas tylko podczas zginięcia, po wyłączeniu konsoli jest lipa)

Gra zapowiada się fajnie, ale zobaczymy, na pewno nie będę powtarzał etapów, żeby zdobyć lepszą ocenę za misje, z reguły mam b. Tyle na dziś.

Oceń notkę:
+ +4 -